Prokurator: usiłowali zabić
- Mówiłem mu, żeby się nie martwił, że nic mu się nie stanie - to fragment wyjaśnień, jakie 24-letni Radosław S. składał przed sądem okręgowym. Tyle że mówił to człowiekowi, którego właśnie wiązał, a chwilę później znosił do piwnicy.
Na ławie oskarżonych zasiada też Marcin S. (lat 34), a z wolnej stopy odpowiada 22-letni Andrzej B. Wszystkim zarzuca się dokonanie rozboju i pozbawienie wolności Andrzeja R. Dwaj pierwsi oskarżeni są ponadto o usiłowanie zabójstwa Andrzeja R.
Doszło do tego 27 lutego. Na ten dzień Andrzej R. umówił się z Marcinem S. w jego domu w Kolonii Raków. Odebrać miał 17 tys. zł, które winien mu był Marcin S. Oprócz gospodarza czekali tam na niego także Radosław S. i Andrzej B. Mężczyzna został pobity i okradziony. Skrępowano go taśmą samoprzylepną oraz opaskami do spinania przewodów elektrycznych, na głowę nałożono wełnianą czapkę i papierową torbę, które też oklejono taśmą.
Po kilku godzinach Andrzejowi R. założono na głowę worek foliowy i przytwierdzono go do szyi taśmą samoprzylepną. Po 4, 5 minutach mężczyzna udusiłby się - jak wynika z opinii biegłego. Jednoznacznie wskazuje to, że sprawcy działali z bezpośrednim zamiarem pozbawienia życia Andrzeja R.
Marcin S. powiedział w śledztwie, że przebieg wydarzeń był zupełnie inny. Spotkał się wprawdzie tego dnia z Andrzejem R., który przywiózł mu palety. Ten czekał jednak w Kolonii Raków, podczas gdy on jeździł po Piotrkowie i załatwiał pieniądze, by nimi za palety zapłacić. Kiedy wrócił, Andrzeja R. już nie było. Pod dom podjechał za to mercedes, z którego wysiedli ludzie w kominiarkach. Zażądali pieniędzy, po czym kazali mu wsiadać do auta. Kiedy go wypuścili, gdzieś w polu, dostał czymś w głowę i stracił przytomność. Ocknąwszy się, poszedł w kierunku odgłosu przejeżdżających samochodów. Przesłuchiwany był następnie przez policję w Skierniewicach, jak się okazało.
Marcin S. wyjaśniał też w śledztwie, że jednym z napastników mógł być Andrzej R. Jego wersji przeczą jednak wyjaśnienia pozostałych oskarżonych i zeznania świadków.
Radosław S., który przyznał się do udziału w rozboju i pozbawieniu wolności Andrzeja R. - twierdził przed sądem, że to Marcin S. zaproponował mu pobicie kogoś i anulowanie w zamian tysiączłotowego długu. - Zgodziłem się tylko na pobicie - podkreślał. To on uderzył Andrzeja R. i przewrócił go na podłogę, po czym - wspólnie z Andrzejem B. - skrępował (ale niezbyt mocno - jak mówił) i przeniósł do piwnicy.
- Marcin S. zapytał mnie później, czy nie założyłbym mężczyźnie na głowę worka foliowego, ale się nie zgodziłem - wyjaśniał Radosław S.
- Widziałem, jak robił to Marcin. Powiedziałem nawet, że przecież on się udusi, ale Marcin uśmiechnął się i powiedział, że worek ma dziury.
Niemal identyczne w treści były wyjaśnienia Andrzeja B. Do tej roboty (czyli pobicia kogoś) zaangażował go Radosław S., który jest jego kolegą, i który obiecał mu za to 1.000 zł. Kiedy jednak on - już po skrępowaniu mężczyzny i przeniesieniu go do piwnicy - zorientował się, że chodzi nie tylko o pobicie, poprosił, żeby odwieźć go do Piotrkowa. I Marcin S. odwiózł go swoim autem.
Wersję Marcina S. podważają też świadkowie. Agata G., która sprzątała jego dom - twierdzi, że 27 lutego wieczorem Marcin S. powiedział, że uprowadził człowieka, teraz się ukrywa, a za kilka dni policja znajdzie go wyrzuconego z auta. Z kolei Kamil B., który pracował u Marcina S., odprowadzał volkswagena, którym przyjechał Andrzej R. Na teren jego posesji Marcin S. przerzucił też jakieś rzeczy (m.in. pistolet i plastykowe opaski zaciskowe).
Proces kontynuowany będzie dzisiaj. Zeznania składać ma m.in. Andrzej R., występujący w roli oskarżyciela posiłkowego.